poniedziałek, 29 września 2014

"Marynarka", Mirosław Tomaszewski - recenzja

Dzisiaj mam dla Was kolejną niefantastyczną (w sensie gatunkowym) recenzję. Zapraszam.

Powrót do przeszłości



Nie za bardzo lubię powieści, których akcja rozgrywa się współcześnie. Dlaczego? Trudno to tak do końca racjonalnie wytłumaczyć. Żyję w tych czasach, znam wiele wydarzeń z radia czy Internetu, a poza tym to też w pewnym stopniu moja rzeczywistość, więc po co czytać coś, co traktuje o mojej codzienności?

Wiem, powyższe wytłumaczenie jest nieco pokrętne i pomyślicie pewnie, że nie do końca tak jest, a ja znajduję jakiekolwiek argumenty, które przemawiają za czytaniem fantastyki. Cóż, wybór miedzy rzeczywistością a fantastyką jest dla mnie prosty i oczywisty.

Ale, ale. W tych wstępnych rozważaniach chyba za bardzo oddaliłam się od głównego wątku, czyli recenzji książki Mirosława Tomaszewskiego. Akcja Marynarki toczy się w Trójmieście w roku 2005. Głównym bohaterem jest Adam, były muzyk wiecznie szukający pracy i rozmieniający swoje życie na drobne. Odcina się od swojej muzycznej przeszłości, ale ta dopada go w najmniej spodziewanych momentach. Drugą ważną postacią jest Karol Jarczewski, szanowany biznesmen i właściciel firmy Karo. Jego największym problemem jest chorobliwie ambitny zięć Witek. Niestety, pozbycie się go nie jest proste, bo poznał on pewne tajemnice z przeszłości swego teścia. Jest jeszcze redaktor lokalnej gazety, erotoman i niespełniony pisarz oraz młoda i atrakcyjna dziennikarka Nina. Wbrew pozorom losy wszystkich postaci splotą się ze sobą w najmniej oczekiwany sposób.

Marynarka nie jest lekturą, którą w prosty sposób można zaszufladkować. Początkowo wydaje się, że jest to powieść kryminalna (zabójstwo pewnego starego mężczyzny już na początku książki), jednak potem autor przechodzi do dziennikarskiego śledztwa w sprawie wydarzeń Grudnia ’70. W fabułę wplątane są również wątki obyczajowe i obraz współczesnych Polaków, którym bardzo łatwo przychodzi osądzanie uczestników przeszłych wydarzeń.

Wszystkie postacie są bardzo dobrze nakreślone i każda ma swój niepowtarzalny charakter. Każda też popełnia błędy, ma na sumieniu mniejsze lub większe grzechy. Trudno powiedzieć, czy wzbudzają w czytelniku sympatię – na pewno zaskakują swoją złożonością i… zwyczajnością. Bo o zwyczajnych ludziach jest właśnie ta książka.

Dość trudny i newralgiczny temat, jakim są wydarzenia grudniowe z 1970 roku, może sugerować, że autor popadnie w swego rodzaju moralizatorstwo czy martyrologię. Na szczęście tak nie jest. Tomaszewski stara się przedstawić racje po obu stronach barykady i pokazuje, że prawd jest tyle, ilu było uczestników.

Nie mniej ważny i jakże trafny, niestety, jest wątek osądzenia człowieka bez dania mu możliwości obrony, poznania jego wersji wydarzeń. Okazuje się, że jeden błąd młodości może przekreślić dorobek całego życia. Co prawda w powieści nie brak czasami prostych rozwiązań fabularnych, jednak autorowi udało się uchwycić całą smutną prawdę dotyczącą naszego narodu – żyjemy przeszłością i zamiast się od niej odciąć raz na zawsze, brniemy w nią dalej z masochistycznym uporem.

Marynarka jest lekturą zaskakującą. Wpadła w moje ręce niejako przez przypadek, ale przeczytałam ją z prawdziwą przyjemnością. Powieść wiele mówi o nas samych, ale autor nie narzuca swoich wniosków – ich wyciągnięcie pozostawia czytelnikowi.

A tu znajdziecie więcej informacji o autorze: tomaszewski.edumuz.pl

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentarze obraźliwe będą usuwane.