piątek, 26 listopada 2021

Po sezonie, Bartek Biedrzycki - recenzja


Nic nie jest takie, jakim się wydaje


Każdy kto mieszka w turystycznej miejscowości wie, że po sezonie miasteczko w pewnym sensie zasypia. Turyści wyjeżdżają, a miejscowi są wreszcie pozostawieni sami sobie i mogą się zająć własnymi sprawami. W Nowym Roanoke po sezonie pozornie nic się nie dzieje - do czasu, gdy w górach zostają odkryte zwłoki geodety. Wszystko wskazuje na to, że padł on ofiarą ogromnego niedźwiedzia, który od lat grasuje w okolicy, ale oczywiście nie może być to aż tak proste, prawda?

Gatunkowy miks

Historia rozwija się powoli, niemal sennie. Nawet makabryczne odkrycie nie przyśpiesza akcji. Wszystko ma swoje miejsce i odpowiedni czas. Na pierwszy rzut oka czytelnik ma wrażenie, że akcja toczy się w małym nudnym amerykańskim miasteczku u stóp gór - obowiązkowo jest szeryf i jego młody pomocnik, mała niemal zamknięta społeczność, która nie przepada za obcymi, a już w szczególności za jednym. Znamy to, prawda? Jednak rzeczywistość okazuje się inna i początkowo podana między wierszami - nie zdradzę o co dokładnie chodzi, żeby nie psuć niespodzianki.

Powiem szczerze, że żaden z bohaterów nie wzbudził mojej sympatii. Chyba za bardzo nie było do tego okazji - powieść nie jest gruba, można ją przeczytać w jeden wieczór, ale sporo w niej postaci. I to chyba jest wadą książki. Choć sam autor wspomina, że to retro kryminał, to powieść jest skonstruowana jak amerykańskie slashery - w zasadzie żadna postać nie jest mocno rozwinięta, nie poznajemy jej zbyt dobrze. Mamy ośmioro studentów, zwariowanego samotnika mieszkającego w górach, wspomnianych stróżów prawa (i jednego z dużego miasta, za którym mieszkańcy miasteczka nie przepadają, delikatnie mówiąc), miejscowych farmerów... Początkowo może też trochę dezorientować mieszanina nazwisk brzmiących jak amerykańskie i rosyjskie, ale z czasem ta dziwna mieszanka nabiera sensu i już nie dziwi.

Skąd ja to znam?

Brak rozwinięcia postaci autor nadrabia fabułą - początkowo senną, potem, gdy już wszystkie klocki zostają ułożone na właściwych miejscach, akcja rusza z kopyta by zaprowadzić czytelnika aż do emocjonującego i zaskakującego finału. Jak już wspomniałam, na pierwszy rzut oka wydaje się, że powieść ma konstrukcję kryminału, jednak z każdym kolejnym zdaniem fabuła zmierza w kierunku horroru (nawet jeden z bohaterów ma nazwisko po znanej horrorowej postaci). Mamy więc wielką tajemnicę ukrytą w górach, sceny seksu (w różnych konfiguracjach), przemoc, krew i latające w każdą stronę wnętrzności (też różne). Autor nie bawi się w subtelności, opisy są pełne szczegółów i brutalnej przemocy.

Biedrzycki nie stroni od zabawy popkulturą. Choć wydaje się, że powiela klisze, to jednak umiejętnie je ze sobą łączy dając czytelnikowi sporo frajdy. Jeśli będziemy czytać uważnie znajdziemy wewnątrz sporo nawiązań do literatury (Lem, Zajdel) oraz popkultury (Gwiezdne wojny czy wspomniane wyżej horrory). A to tylko część tego, co znajdziemy w środku. Na uwagę zasługują też bardzo ładne czarno-białe ilustracje, które idealnie wpasowują się w klimat powieści i jednocześnie niezbyt wiele zdradzają z fabuły.

Zaskakując czytelnika

Bartek Biedrzycki zaskakuje po raz kolejny. Akurat powieści postapo z cyklu Kompleks 7215 niezbyt przypadły mi do gustu (ale to raczej kwestia tematyki, bo nie przepadam za tym gatunkiem literackim), ale już Zimne światło gwiazd opowiadające alternatywną wersję podboju kosmosu czy napisani wspólnie z żoną Bracia Sungari (których bohaterami są… chomiki) to świetne rzeczy. Do prywatnego rankingu bardzo dobrych powieści tego autora dokładam Po sezonie. No i czekam na kolejną książkę - kto wie, może autor spróbuje swych sił w jeszcze innym gatunku literackim i po raz kolejny zaskoczy swoich czytelników? Mam nadzieję, że tak się stanie.

Tytuł: Po sezonie
Autor: Bartek Biedrzycki
Wydawnictwo: Wydawnictwo IX
Rok wydania: 2021
Redakcja: Ksenia Olkusz
Okładka: Bartek Biedrzycki
Redakcja techniczna: Krzysztof Biliński
Format: 125×195 mm
Liczba stron: 228

sobota, 20 listopada 2021

Serialowa rewolucja, czyli przyszłość "Gwiezdnych wojen"


Uwaga, tekst zawiera spoilery! Jeśli nie oglądałeś jeszcze serialu "The Mandalorian" to nie czytaj!

Tekst pierwotnie ukazał się w marcowym wydaniu Nowej Fantastki, dlatego obecnie niektóre informacje mogą być już nieaktualne lub potwierdzone. Myślę jednak, że mimo to artykuł sprawi czytelnikowi sporo przyjemności.


Do niedawna gwiezdnowojenne uniwersum ograniczało się do filmów, książek, komiksów, gier oraz seriali animowanych. Fanom bardzo brakowało seriali aktorskich, ale w 2019 i to się zmieniło. Pierwszy sezon Mandalorianina okazał się ogromnym sukcesem, a widzowie, złaknieni historii osadzonych dawno, dawno temu w odległej galaktyce, mają apetyt na więcej. I nie chodzi tu tylko o kolejne sezony przygód łowcy nagród w zbroi z beskaru, ale także inne seriale aktorskie zapowiedziane przez Disneya.

wtorek, 16 listopada 2021

Eskadra Alfabet, tom 1, Alexander Freed - recenzja


Wichry wojny


To truizm, ale wojna jest od początku wpisana w Gwiezdne wojny, co oczywiście odzwierciedla sama nazwa. George Lucas przedstawił walkę z Imperium, potem pokazał wcześniejszą wojnę z separatystami, a na koniec w sequelach zobaczyliśmy wojnę z Najwyższym Porządkiem. Wojna przedstawiona w filmach - bardziej umowna, “czysta” i uproszczona, zdecydowanie różni się od tej, jaką widzimy w powieściach Alexandra Freeda. Po Kompanii Zmierzch i Łotrze 1 dostajemy kolejną wojenną odsłonę od tego autora - Eskadrę Alfabet.

wtorek, 2 listopada 2021

"Han Solo. Gwiezdne wojny historie - opowieść filmowa", Mur Lafferty - recenzja

Gwiezdnowojenny półświatek


Pamiętam jak gruchnęła wieść, że Disney przygotowuje film o Hanie Solo. W sieci nie zabrakło krytycznych uwag, komentarzy o tym, jak niepotrzebny jest to film. I tak jak zgadzałam się z podobnymi komentarzami w przypadku Łotra 1 zanim oczywiście obejrzałam ten film, tak po samej premierze pierwszego pełnometrażowego obrazu spoza głównego nurtu Sagi byłam nastawiona do podobnych pomysłów pozytywnie. I stałam się wielką orędowniczką spin-offów.

Moim zdaniem zarówno Łotr 1, jak i Han Solo to najlepsze co w ostatnich latach wyszło spod znaku Star Wars. No, oprócz nich, są jeszcze bardzo dobre lub dobre powieści (wiem, to kwestia bardzo dyskusyjna, ale ja bardzo lubię nowy kanon powieściowy). Jedną z ciekawszych pozycji jest książkowa wersja filmu Solo. Gwiezdne wojny - historie.

czwartek, 21 października 2021

"Archeologia. Mumie, złoto i stare skorupy", Marta Guzowska, Joanna Czapiewska (ilustracje) - recenzja

Jak mówić o archeologii?


Każdy popularyzator nauki czy pracownik muzeum archeologicznego wie, że przekazywanie podstawowej wiedzy dzieciom często staje się nie lada wyzwaniem. Ciężko ubrać w słowa terminy powszechnie używane w nauce, a jeszcze trudniej mówić o bardziej abstrakcyjnych rzeczach, szczególnie związanych z chronologią czy sformułowaniami typowo archeologicznymi.

czwartek, 14 października 2021

"W ciemność", Claudia Gray - recenzja

Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę!


Gdy ogłoszono projekt obejmujący między innymi powieści ukazujące czasy świetności Jedi, pomysł wydawał mi się nie tyle karkołomny, co zwyczajnie nudny. No bo co można jeszcze napisać ciekawego o zakonie reprezentowanym przez rycerzy i mistrzów przedstawionych w filmach czy serialach animowanych? Zresztą, nie ukrywam, że za Jedi specjalnie nie przepadam, więc mój sceptycyzm był w pełni zrozumiały. Piszę “był”, bo po lekturze kolejnych pozycji ukazujących się w tym cyklu, stwierdzam, że coraz bardziej lubię Wysoką Republikę.

wtorek, 17 sierpnia 2021

Zakon, miłość i ideały, czyli średniowieczne motywy w “Gwiezdnych wojnach”


W pierwszym numerze Żar-Ptaka przedstawiłam motywy antyczne widoczne w filmowych Gwiezdnych wojnach. Ale nie tylko kultura i historia antyczna stały się inspiracjami dla twórców Sagi - motywy historyczne, po jakie sięgają, znajdziemy w każdej innej epoce, także w średniowieczu.