poniedziałek, 7 września 2020

"Star Wars. Dark Legends", George Mann - recenzja



Mroczne legendy nie takie mroczne



Opowiadania powstające w ramach nowego kanonu są tym, na co ostatnio najbardziej czekam. W krótkich formach autorzy mają spore pole do popisu i mnóstwo możliwości (wspomnę tylko wspaniałe Legends of Luke Skywalker Kena Liu). Po przeczytaniu Myth & Fables George’a Manna czekałam na Dark Legends podwójnie – raz, pierwszy zbiór był naprawdę ciekawy, a dwa… no słuchajcie, mroczne historie, Sithowie i co nie tylko! Sięgnęłam po książkę i… spotkało mnie lekkie rozczarowanie.

Schody na regale

Nie jestem jakimś książkowym purystą i niekoniecznie muszę mieć wszystkie tytuły poustawiane kolorami czy formatami (to pierwsze jest niepraktyczne, a to drugie zależy od wysokości półek). Ale jeśli wydaje się książki o podobnej tematyce w tak różnych formatach, to jednak coś człowieka trafia. Myth & Fables mieści mi się tylko na najwyższej półce (taki regał), natomiast format Dark Legends jest o wiele mniejszy! To już nawet nie jest format książek Del Rey czy Uroborosa. Jedynym pasującym wielkościowo tytułem jest Guardians of the Whills.


Nie mam pojęcia, z czego ta zmiana wynika, czy może w najbliższej przyszłości będzie jakieś nowe wydanie poprzedniego tytułu czy są jakieś inne kwestie mające na to wpływ, jednak jest to irytujące, tym bardziej, że oprawa wizualna jest cudowna (twarda okładka, szyty grzbiet i tytuł wytłoczony złotem) i chciałoby się to mieć w większym formacie. Oba zbiory legendarnych opowieści – z ciemnej i jasnej strony – prezentowałyby się pięknie na półce, a tak… są schody.


Jedynym plusem, jaki dostrzegam w takim rozwiązaniu, jest możliwość jednoczesnego trzymania książki w jednej ręce i miziania kota drugą. Przetestowane.

Sześć opowieści

Na Dark Legends składa się sześć opowieści z różnych zakątków galaktyki. Bohaterami są lordowie Sithów, ambitny senator, imperialny oficer, Wielki Inkwizytor oraz Jedi. Każdą historię poprzedza piękna ilustracja, jednak trochę szkoda, że są one zbyt dosłowne – od razu wiemy, kto będzie bohaterem danego opowiadania i choć w tekstach rzadko pada imię mrocznej postaci, nie ma tu miejsca na tajemnicę i domysły. Inne, mniej dosłowne rysunki, na pewno dodałyby smaczku czytanym historiom i sprawiłyby, że odkrywanie tożsamości mrocznej postaci byłoby dla czytelnika lepszą zabawą.


Tom rozpoczyna Orphanage, opowiadanie o sierocińcu, z którego co jakiś czas nocą giną wyjątkowe dzieci, a porywa je potwór w typie Nosferatu. Akcja kolejnej historii, Buyer Beware, toczy się w czasach rządów Najwyższego Porządku, a głównym “bohaterem” jest tajemnicza maska. The Predecessor (mój absolutny faworyt) to opowiadanie o imperialnym oficerze prześladowanym przez ducha swego poprzednika. W Blood Moon mamy wątki wilkołacze, natomiast The Dark Mirror to historia Jedi, szukającego seryjnego mordercy na niższych poziomach Coruscant. Dwa ostatnie teksty to opowieści o dawnych Lordach Sithów. W The Gilded Cage pojawiają się Siostry Nocy, natomiast w zamykającym tom A Life Immortal przeniesiemy się na Exegol w poszukiwaniu tytułowej nieśmiertelności.



Podsumowanie

Opowiadania czyta się szybko i całość można przeczytać w jeden dzień. Historie zawierają szczyptę mroku, ale raczej przez wzgląd na głównych bohaterów reprezentujących ciemną stronę galaktycznego konfliktu, niż na klimat i fabułę. Nie znajdziemy tu elementów horroru czy przytłaczającego klimatu – są to raczej opowieści z morałem skrojone pod młodszego czytelnika i bajki do straszenia niegrzecznych dzieci. Mimo to czyta się je bez większego zgrzytania zębami. Spodziewałam się czegoś poważniejszego – w uniwersum brakuje krwistych opowieści dla dorosłych – ale na bardziej dojrzałe i straszne opowieści trzeba jeszcze długo poczekać.

Recenzja ukazała się na portalu Star Wars Extreme

środa, 26 sierpnia 2020

"Necrolotum", Jan Maszczyszyn - recenzja

Cała naprzód ku nowej przygodzie!



Są takie książki, których nie da się przeczytać jednym tchem. Są książki, które powinno się czytać dłużej, uważniej, by delektować się szczegółami świata wykreowanego przez autora. Są książki, których język wymaga większego skupienia niż zwykle. Takie jest Necrolotum.

Jan Maszczyszyn znany jest miłośnikom fantastyki choćby z Trylogii Solarnej. Dał się poznać czytelnikom jako twórca o niebanalnej wyobraźni, nawiązujący w swych utworach do steampunku i klasyki prozy przygodowej spod szyldu Juliusza Verne’a. Nie inaczej jest w przypadku jego najnowszej powieści wydanej przez Genius Creations.

Podróże w głąb i poza Ziemię

Akcja powieści rozpoczyna się na początku XX wieku w Australii, jednak nie jest to świat, jaki znamy – to wiek pary i niezwykłych wynalazków, czasy, w których rozwijają się niesamowite dziedziny nauki, m.in. kawitacja, czyli fikcyjna nauka pozwalająca na zmianę skały w magmę. Istnieje również Necrolotum, transoceaniczna sieć łącząca planety i księżyce Układu Słonecznego.

Głównym bohaterem jest Jack de Waay, naukowiec i specjalista w dziedzinie kawitacji, który za namową profesora Ocearusa Moliera daje się wciągnąć w podwodną wyprawę. Jack zrywa ze swoją narzeczoną, Abelią, poddaje się mutacjom (hoduje skrzela i błony pławne, by usprawnić organizm i przystosować go do życia pod wodą) i w rezultacie podróżuje na odległe księżyce.

To nie jest książka dla mięczaków

Czytelnik przyzwyczajony do powolnego poznawania świata, odkrywania niuansów nowego uniwersum, zostaje tutaj rzucony na głęboką wodę. Dosłownie! Ilość nowości, jakie trzeba przyswoić od pierwszych rozdziałów, jest przytłaczająca i sprawia, że można się pogubić. Pomocą służą przypisy umieszczone na końcu tomu, jednak przerzucanie stron w ich poszukiwaniu w pewnym momencie jest nieco irytujące – tempo akcji sprawia, że chcemy czytać szybko, a zachęcają do tego kolejne pomysły autora.

Język to podstawa

Necrolotum nie jest łatwe w odbiorze z jeszcze jednego powodu: języka. Maszczyszyn stosuje archaizację, co jest zrozumiałe, jeśli weźmiemy pod uwagę czas, w jakim toczy się akcja, oraz narrację pierwszoosobową. Tak właśnie mówili dżentelmeni oraz badacze z początków XX wieku, jednak dla młodszego czytelnika może to być element nie do przeskoczenia (choć to nieco inny kaliber opowieści, ale wystarczy spojrzeć na to, z jakim bólem i brakiem zrozumienia czyta się obecnie Krzyżaków czy W pustyni i w puszczy). Jeśli do tego dodamy wymyśloną przez autora terminologię i częste wywody filozoficzne, otrzymujemy powieść, która oszałamia wizją, jednak językowo może sprawiać trudność i wymaga czasu na to, by spokojnie ją przeczytać i docenić.

Panowie i panie

Najsłabszym punktem Necrolotum są bohaterowie. Postacie niczym nie zaskakują: Jack jest w moim odczuciu bardzo egoistyczny i zwyczajnie nudny. Z kolei Abelia czy profesor nie zostali pokazani w dostatecznie rozbudowany sposób – dla nich zabrakło nieco czasu w tym niezwykłym uniwersum. A jeśli chodzi o czarny charakter… No cóż, jest typowy dla swej epoki i przez to zbyt przewidywalny. Szkoda, bo tak niebanalny świat mógłby zrodzić ciekawszych bohaterów i ich przeciwników, szczególnie gdy porówna się z protagonistami postacie znane z innych steampunkowych powieści.

Czytać, czy jednak nie czytać, oto jest pytanie.

Necrolotum jest powieścią specyficzną. Z jednej strony fantastyczna wyobraźnia autora wykreowała niezwykły świat. Z drugiej – język może być przeszkodą, która uniemożliwi nam zapoznanie się z oryginalnymi pomysłami. Lektura powieści Maszczyszyna nie jest łatwa, ale jeśli dacie sobie czas na poznanie i delektowanie się taką alternatywną wizją przeszłości, nie zawiedziecie się.

Recenzja ukazała się na portalu Fahrenheit

Tytuł: Necrolotum
Autor: Jan Maszczyszyn
Wydawnictwo: Genius Creations
Liczba stron: 590
ISBN (papier): 978-83-7995-354-7

piątek, 5 czerwca 2020

Trylogia Thrawna - recenzja sentymentalna


Przyznam szczerze, że jest to chyba jedna z najtrudniejszych do napisania recenzji. No bo jak to, recenzować legendę? Trylogię, która dla fanów Gwiezdnych wojen jest niczym Władca Pierścieni dla miłośników fantasy? (od razu uspokajam oburzonych porównaniem, że mam tu na myśli wpływ na późniejszy rozwój uniwersum, a nie jakość literacką).

Trylogię Thrawna darzę ogromnym sentymentem. To było dla mnie pierwsze spotkanie z rozszerzonym uniwersum (Expanded Universe, w skrócie EU) i od niej zaczęłam moją długą – czasem lepszą, czasem gorszą – przygodę z EU. Postacie znane z filmów znów ożyły na kartach powieści, pojawli się nowi bohaterowie… Potem powstawały kolejne powieści, ale żadna nie wywarła tak wielkiego wrażenia jak ta trylogia. Przez wielu (w tym także przeze mnie) czytana wielokrotnie, uważana jest za najlepszą rzecz, jaka wyszła w EU. Dlatego ten tekst będzie bardziej swego rodzaju podróżą sentymentalną niż pełnoprawną recenzją.

wtorek, 5 maja 2020

May the 4th i Revenge of the 5th, czyli święta fanów "Gwiezdnych wojen".




Maj to miesiąc, który jest bardzo istotny dla fanów Gwiezdnych wojen. 4 maja obchodzimy May the 4th be with you - nieoficjalne święto Star Wars (dlaczego akurat czwartego? Ponieważ w języku angielskim data ta brzmi podobnie jak znane sformułowanie: May the Force be with You"), natomiast 5 maj to Revenge of the 5th (analogicznie do angielskiego tytułu III epizodu Revenge of the Sith).

W związku z majowymi okazjami przygotowałam zdjęcia niektórych książek wydanych w Polsce, którym towarzyszą główni bohaterowie powieści w postaci figurek. Każde zdjęcie zawiera też krótki opis moich wrażeń z lektury lub link do recenzjii na blogu (jeśli taka jest).

piątek, 17 kwietnia 2020

"I am C-3PO. The Inside Story", Anthony Daniels - recenzja


C-3PO bez wątpienia jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych, wręcz ikonicznych postaci Gwiezdnych wojen. Złoty robot fascynuje, wielu fanów go kocha, równie wielu irytuje. Nie można jednak zaprzeczyć, że Threepio to integralna część gwiezdnowojennego uniwersum i trudno sobie wyobrazić Sagę bez jego udziału.

Ale pod złotą powłoką droida protokolarnego kryje się przecież człowiek, Anthony Daniels, który nadał maszynie jej specyficzny charakter. Aktor zagrał we wszystkich gwiezdnowojennych filmach i jako C-3PO wziął udział w licznych audycjach radiowych czy programach telewizyjnych. Teraz mamy okazję, by zajrzeć pod maskę droida protokolarnego i zobaczyć, jak zmieniło się życie aktora po 1977 roku.

środa, 15 kwietnia 2020

Książki Star Wars dla dzieci


Niejeden rodzic i fan Gwiezdnych wojen staje w pewnym momencie przed dylematem, jak wprowadzić dziecko w ukochane uniwersum. Oczywiście, można zainteresować potomka dając mu do zabawy figurki, kupując Lego (jasne, dla dziecka…) czy oglądając filmy lub infantylne kreskówki (np. Star Wars Roll Out), ale często to nie wystarczy. Czasami nasze starania mogą odnieść wręcz odwrotny skutek, bo okazuje się, że gdy nadejdzie TEN MOMENT, czyli wreszcie włączymy latorośli epizody, potomek na seansie zwyczajnie się... nudzi. Co wtedy?

poniedziałek, 6 kwietnia 2020