wtorek, 1 lipca 2014

"Droga królów" Brandon Sanderson - recenzja

Droga usłana… cegłami.


Ten dziwny tytuł recenzji nie nawiązuje do treści książki ani nawet do wrażeń po jej przeczytaniu. Nowa powieść Sandersona nie jest kanciasta w odbiorze jak cegła, ani nie jest lekturą dla przysłowiowych pustaków. To raczej mój bezpośredni komentarz do wielkości Drogi królów. Nie da się ukryć, że autor z książki na książkę pisze coraz grubsze tomiszcza, które swą objętością (a czasem i samym ciężarem) cegły przypominają. Można pokusić się o stwierdzenie, że o konfliktach na tak wielką skalę, o jakich opowiada Sanderson, nie da się napisać na marnych trzystu stronach i jest to prawdą. Z jednej strony, cieszę się z tego, bo takie tomiszcza uwielbiam czytać, chociaż są nieporęczne i zajmują dużo miejsca na półce, z drugiej - kupując książkę, wiem, za co płacę.

Streszczenie fabuły pierwszego tomu Archiwum Burzowego Światła jest praktycznie niemożliwe, poprzestanę więc na krótkiej charakterystyce głównych postaci. Kaladin to świetny włócznik i uczeń chirurga, który w wyniku pewnego wydarzenia zostaje niewolnikiem we własnej armii. Shallan, jedyna córka pomniejszego arystokraty, musi wybierać pomiędzy oddaniem rodzinie a pasją naukowca. Arcyksiążę Dalinar żyje według wskazówek zawartych w tytułowej Drodze królów, co wciąż jest powodem drwin ze strony innych arcyksiążąt preferujących raczej swobodne życie. W czasie arcyburz nawiedzają go wizje zbliżającej się apokalipsy, ale nie wie czy są one prawdziwe, czy raczej oszalał. A Szeth jest piekielnie dobrym skrytobójcą. I Kłamcą.

Sanderson po raz kolejny zaskakuje. Na kartach książki stworzył niesamowity świat, w którym magia działa na pograniczu z nauką. Tutaj jest ona oparta na kamieniach szlachetnych i arcyburzach, potężnych żywiołach nawiedzających krainy Rosharu. Dodatkowo królestwa zamieszkują różne dziwne rasy (np. tajemniczy Parshmeni) oraz zwierzęta (wymienię chociaż ogromne przepastne bestie czy chulle). Cały ekosystem został dokładnie przemyślany, dostosowany do szalejących arcyburz – rośliny są małe i silne, zwierzęta opancerzone, podobne do chrząszczy. Chyba tylko w wyobraźni tego autora mógł powstać świat, w którym wyłącznie kobiety potrafią czytać i pisać i zostają uczonymi, a wojna to właściwie sport uprawiany pod przykrywką honoru.

Od samego początku autor zadaje mnóstwo pytań, wciąga czytelnika w kolejne zagadki, ale nie udziela niemal żadnych odpowiedzi. To dość charakterystyczne dla niego – w trylogii Z mgły zrodzony fabularna wolta odwróciła wszystko, co było niemal oczywiste już w końcówce tomu pierwszego. A dalej było tylko lepiej. Tak więc aby coś odkryć, czytelnik musi być bardzo cierpliwy.

Podobnie jak we wcześniejszych powieściach, tak i tutaj bardzo ważną rolę odgrywają religia, bogowie i wydarzenia z zamierzchłej przeszłości. Cała fabuła podporządkowana jest zbliżającemu się Ostatniemu Spustoszeniu, dość enigmatycznie wspominanemu. Bohaterowie muszą odkryć, kim są Pustkowcy, jaką rolę odegrają Świetliści oraz oni sami. W grze biorą udział tajemnicze siły, dzieją się nadprzyrodzone rzeczy, które są sprzeczne z panującą doktryną religijną i zahaczają o herezję.

Moim zdaniem słabym punktem pisarstwa Sandersona zawsze była kreacja postaci. Były one sztuczne i mało wiarygodne. Teraz autor kreśli obraz bardzo skomplikowanych osobowości, które pochodzą z różnych warstw społecznych i kierują się różnymi pobudkami. Nie zalewa czytelnika od razu potokiem cech charakteryzujących bohaterów, ale dawkuje je stopniowo, podobnie jak ich historie z przeszłości. Czytając Drogę królów trzeba uzbroić się w cierpliwość, bo akcja zawiązuje się powoli, a autor musi mieć czas i miejsce by przedstawić świat oraz skomplikowane osobowości.

Jedynym zarzutem w stosunku do tej książki i to dość poważnym, jest doktryna wojenna wyznawana przez Alethich. Nie potrafię zrozumieć jak można marnować czas oraz zasoby ludzkie na tak bezsensowną i błahą wojnę trwającą kilka lat. Do prostych i wydawałoby się logicznych wniosków bohaterowie dochodzą dopiero pod koniec pierwszego tomu – dlaczego nie wcześniej? Tym bardziej, że są to podstawy sztuki wojennej stosowane z powodzeniem od wieków. Nie mogę napisać dokładnie, o co chodzi, bo zdradzę większość wydarzeń, ale tej nielogiczności nie jestem w stanie po prostu pojąć. Opieranie na niej większej części fabuły jest moim zdaniem niedorzeczne.

Droga królów to nie jest łatwa lektura. Opasłe tomiszcze (niemal tysiąc stron) może być zachętą (jak w moim przypadku), ale specyficzny styl prowadzenia fabuły, jaki stosuje Sanderson, wielu czytelnikom może nie przypaść do gustu. Mi akurat to się podoba, bo mogę dogłębnie poznać nowy świat i jego kulturę, a w ich opisie autor jest po prostu niedościgniony. Dodatkowo książka jest opatrzona licznymi ilustracjami imitującymi wycinki z prac naukowych oraz kolorowe mapy, co uważam za dużą zachętę.

Wciągająca i skomplikowana fabuła, interesujący bohaterowie, słuszne rozmiary tomiszcza i uczciwy rozmiar czcionki sprawiają, że pierwszy tom cyklu Archiwum Burzowego Światła to świetna lektura na kilka długich dni. Po jej przeczytaniu z niecierpliwością czekam na tom drugi.

2 komentarze:

  1. Znając Sandersona, oś fabularna (doktryna wojskowa) jest akurat wzięta żywcem ze starożytnego lub średniowiecznego świata (krucjaty?). Wystarczy się zorientować, ile trwały podróże odkrywców oraz przemarsze wojsk, żeby zrozumieć, że dla nich parę lat wojny to normalka. To nasz świat jest taki szybki, ten starożytny miał sporo inercji. Zresztą książęta na płaskowyżu tłuką ogromne pieniądze (kamienne serca), a czas i zasoby ludzkie uważają za coś, co im się po prostu należy, i tę mentalność Sanderson opisał całkiem nieźle. Trzeba było Dalinara z jego zasadami, żeby ktoś powiedział, że to kiepski sposób rządzenia państwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że raczej ze średniowiecznej wojskowości, bo mamy i dużą rolę łuczników i konnicy.

      Usuń

Komentarze obraźliwe będą usuwane.