niedziela, 29 czerwca 2014

"Kłamcianka towarzyska" - recenzja

Druga część recenzji najnowszej części cyklu Kłamca. Kłamcianka to gra karciana osadzona w uniwersum Lokiego.

Kłamstwa Jakuba Ćwieka. Część 2: Kłamcianka towarszyska


Kłamcianka towarszyska to gra, która została wydana w pakiecie ze zbiorem opowiadań Kłamca 2,5. Machinomachia. Recenzję opowiadań możecie przeczytać w tym miejscu lub na Bestiariuszu w dziale literackim, natomiast poniższy tekst rozkłada na części pierwsze grę, która osadzona została w uniwersum Ćwiekowego Lokiego.

Powiedz kotku, co masz w środku

Kłamcianka jest przeznaczona dla 3-7 graczy w wieku powyżej szesnastu lat. Rozgrywka trwa 20-45 minut, ale jest to teoria, ponieważ z racji konieczności zapoznania się z kartami pierwsze partie pochłaniają o wiele więcej czasu. A jest z czym się zapoznawać – 100 kart postaci (z czego część się powtarza) oraz dziesięć kart bohaterów.

Pierwsze spojrzenie na pudełko jest zachęcające, ponieważ czarne opakowanie i oszczędna grafika w przewrotny sposób rzucają się w oczy. Dodatkowo format jest dość poręczny – z łatwością zmieści się do torby lub plecaka. Jednak rozpakowana gra nieco rozczarowuje. Pudełko zostało wykonane z tektury słabej jakości i bardzo cienkiej - podejrzewam, że nie przetrwa próby czasu i częstego grania. Może ładnie wygląda to na półce, stojąc w rządku z książkami, jednak zbyt szybko się zużywa i niszczy. Materiał, z jakiego wykonano karty też jest przeciętny i bez ochraniających koszulek na pewno się nie obejdzie.

Szata graficzna kart nie rzuca na kolana. Grafiki w założeniu satyryczne (np. karta Metatrona przedstawia go we wcieleniu wyraźnie nawiązującym do filmu Dogma i kreacji Alana Rickmana) dość dobrze oddają klimat cyklu książkowego, jednak sprawiają wrażenie robionych na szybko i niedopracowanych. Ilustracje zajmują niewiele miejsca na samej karcie i często są źle wykadrowane, co wygląda dość niechlujnie.



Karty zostały rzucone, czyli o co chodzi w grze

W grze najważniejsze jest zbieranie anielskich piór (ich wartość zlicza się na końcu rozgrywki), ale przede wszystkim przeszkadzanie przeciwnikom, by zebrali tych piór jak najmniej.

Przygotowanie rozgrywki jest niezwykle proste i jak to z niektórymi karciankami bywa, do rozgrywki nie potrzeba wiele miejsca. Na początku każdy gracz losuje jednego bohatera i kładzie go przed sobą stroną nieaktywną. Następnie wszyscy dobierają po siedem kart na rękę i można rozpocząć grę.

W swojej turze gracz może wykonać jedną z kilku akcji: zaatakować kogoś, zagrać efektem opisanym na karcie, w ciemno wymienić się jedną kartą z innym graczem lub dobrać karty, by w ręce mieć ich siedem. Każda karta ma określoną siłę (przedstawioną w postaci pięści z lewej strony karty), a także wartość w piórach. Większość posiada także opisany efekt, który gracze mogą wykorzystać w trakcie walki lub po niej.

Sposobów na brużdżenie przeciwnikom jest naprawdę mnóstwo, ale należy robić to z wyczuciem i uważać, by samemu nie stać się ofiarą knowań innych graczy. Jak wspomniałam, celem jest uzbieranie jak największej ilości piór, jednak jest też pewien haczyk, a jest nim karta tytułowego Kłamcy. Daje ona największą ilość piór (trzy), jednak gracz, który będzie miał na koniec najwięcej tych kart automatycznie przegrywa. Zaradzić temu można poprzez wymianę z innymi graczami lub znajdując kartę Kłamczucha, która anuluje szkodliwe działanie jednego Kłamcy.

Sama rozgrywka nie jest trudna, ponieważ ilość akcji jest ograniczona i są one powtarzalne, jednak na początku problemem są opisy kart. Po prostu należy przysiąść i wgryźć się w zasady ich działania, ale do tego potrzeba kilku rozegranych na spokojnie partii. Dopiero potem zabawa zacznie się na serio.


Kłamstwa Kłamcy

Głównym minusem gry jest to, że pełna instrukcja została umieszczona w zbiorze opowiadań. Rozumiem dlaczego tak zrobiono, ale nie zmienia to faktu, że takie rozwiązanie jest bardzo niepraktyczne. Na odwrocie pudełka znajduje się skrócona instrukcja, która po kilku rozgrywkach na pewno wystarczy, natomiast przy pierwszych trzeba koniecznie sięgnąć po książkę. Szkoda, że twórcy nie pokusili się o dodanie kart pomocy, które na pewno ułatwiłyby początkującym grę. Inaczej wielu graczy prędzej się zniechęci niż da Kłamciance drugą szansę.

Dla kogo jest Kłamcianka towarzyska? Na pewno dla fanów twórczości Jakuba Ćwieka. Wielbiciele tego wcielenia Lokiego będą zapewne zadowoleni, natomiast innym graczom gra wyda się zbyt prosta i mało atrakcyjna. Moim zdaniem pomysł wymaga jeszcze dopracowania niektórych elementów, bo ciekawe uniwersum czy humorystyczne grafiki nie czynią z tej gry wyjątkowej pozycji na rynku.

Recenzja ukazała się na portalu Bestiariusz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze obraźliwe będą usuwane.