niedziela, 14 grudnia 2014

"Zmiennicy" - recenzja gry

Codzienne życie taksiarza


Stanisław Bareja jest uznawany za najlepszego polskiego reżysera komediowego. Nic dziwnego. To właśnie spod jego ręki wyszły takie przeboje jak „Miś”, „Alternatywy 4” czy inny serialowy hit lat osiemdziesiątych – „Zmiennicy”.

Ostatni z wymienionych tytułów przedstawia perypetie taksówkarzy pracujących w fikcyjnym WPT (Warszawskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe) i zmagających się nie tylko z przeróżnej maści pasażerami, ale przede wszystkim z absurdami peerelowskiej Polski. Na podstawie tego serialu wydawnictwo Inte-gra stworzyło grę planszową „Zmiennicy”.

Zapraszamy do taksówki

Solidne pudełko zawiera dużo elementów i zestaw woreczków strunowych (co wcale nie jest częstym dodatkiem!), w których można je przechowywać bez obawy o pomieszanie. Oprócz pionków przedstawiających taksówki (Fiat 125p) w środku znajdziemy między innymi trzy „radiowozy” Milicji Obywatelskiej, mnóstwo znaczników łebków, sygnalizacji świetlnej i mandatów, karty Głównych Pasażerów, wydarzeń, WPT (którymi operują gracze) i tak dalej. Jest tego naprawdę niemało i choć w trakcie pierwszej rozgrywki możemy się poczuć nieco zagubieni i przytłoczeni ilością elementów, to w kolejnych partiach jest już o wiele prościej się odnaleźć.

Plansza do „Zmienników” jest dość spora, a więc trzeba przygotować dużo miejsca do jej rozłożenia. Pięknie wykonane ilustracje cieszą oko detalami; przedstawiają znane z serialu miejsca w Warszawie rozmieszone w prostej siatce ulic. Każdy budynek jest wiernym odwzorowaniem ówczesnego oryginału (Dworzec Centralny czy Pałac Kultury i Nauki to chyba najbardziej rozpoznawalne budowle). Niestety nie obyło się bez pewnych wpadek. Słabo widoczne są miejsca, na których kładziemy żetony łebków, a karty Głównych Pasażerów zlewają się z planszą, przez co bardzo łatwo je przeoczyć. Wystarczyłoby dodać do kart ciemną obwódkę i byłoby o wiele lepiej.


Instrukcja do gry została oparta na instrukcji obsługi Fiata 125p i na pierwszy rzut oka wygląda bardzo solidnie. Rozkład elementów na planszy ilustruje szczegółowa grafika, podobnie jest z wyjaśnieniem detali na Kartach Pojazdów czy Kartach Głównych Pasażerów. Jednak po wczytaniu się w zasady i rozegraniu kilku partii uwidaczniają się problemy, których rozwiązania nie znajdziemy w środku (przykładowo, brakuje objaśnień kilku bonusów).

Ruszamy na miasto

W „Zmienników” można grać maksymalnie w cztery osoby, ale przewidziana jest również rozgrywka jednoosobowa. Gracze, prowadząc swoje taksówki, przewożą pasażerów, którzy podzieleni zostali na dwie kategorie: Główni Pasażerowie i łebki. Za dowiezienie ich na miejsce otrzymują zapłatę zależną od roli społecznej (wioząc Obywatela za kurs otrzymamy 200 zł, ale gdy do samochodu wsiądzie Ormowiec, nie otrzymamy nic). Trzeba się jednak spieszyć, ponieważ słuchawka telefonu w centrali Warszawskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego rozgrzewa się do czerwoności od licznych wezwań zniecierpliwionych klientów – Głównych Pasażerów. Jeśli nie doczekają się oni transportu w określonym czasie, złożą skargę. A gdy wyrozumiałość kierownika zostanie wyczerpana, a liczba skarg przekroczy dziewięć, gra kończy się porażką wszystkich uczestników.

Zwycięzcą zostaje ta osoba, która jako pierwsza zarobi określoną na początku ilość pieniędzy.


Tak, w bardzo wielkim uproszczeniu, wygląda partia „Zmienników”. Nasze zamiary będą krzyżować pozostali taksówkarze, a także szemrani klienci (Kuśmider i Krashan) oraz nadgorliwi funkcjonariusze MO (za szybką jazdę czy zbyt dużą liczbę pasażerów możemy otrzymać mandat). Jednocześnie można solidaryzować się z innymi graczami, zabierając zdenerwowanego Głównego Pasażera po to, by nie otrzymać kolejnej skargi. Wbrew pozorom, sposobów gry jest wiele, co bardzo ją urozmaica.

Siadamy za kółkiem czy nie?

„Zmiennicy” są bardzo dynamiczną grą, a początkowo skomplikowane zasady po kilku partiach stają się w pełni zrozumiałe. Rywalizacja wzbudza wielkie emocje, a nawiązywana z konieczności współpraca jeszcze je podsyca. Na pewno jest to także nie lada gratka dla miłośników serialu, którzy na kartach rozpoznają swoich ulubionych bohaterów, a ilustracje są naprawdę pięknie wykonane. Ale, czy naprawdę warto zainwestować w tę grę?


Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Rozgrywka jest przyjemna, jednak potrzeba sporo samozaparcia, by przebrnąć przez instrukcję bez choćby cienia irytacji. To jest chyba najsłabszy punkt „Zmienników” i jeśli ulegnie on poprawie, gra na pewno stanie się bardziej zrozumiała i przejrzysta. Myślę, że wielbicielom telewizyjnych produkcji lat osiemdziesiątych i twórczości Stanisława Barei tego tytułu zachwalać nie trzeba, natomiast pozostali „planszówkowicze” powinni choć raz zasiąść nad planszą, by sprawdzić, czy odnaleźliby się w realiach schyłku PRL-u i za kółkiem taksówki o charakterystycznym numerze 1313.

Recenzja ukazała się na portalu Bestiariusz.pl

1 komentarz:

  1. Serialu nie lubię, więc raczej nie sięgnę po ten tytuł :D

    OdpowiedzUsuń

Komentarze obraźliwe będą usuwane.