Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Efantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Efantastyka. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 maja 2016

"Dying Light. Aleja Koszmarów", Raymond Benson - recenzja

Poradnik olimpijczyka: jak przetrwać koszmar



W niewielkim mieście-państwie Harran, leżącym na pograniczu Armenii i Turcji, odbywają się ogólnoświatowe igrzyska młodzieży. Władzom zależy na pokazaniu się od jak najlepszej strony, bo do metropolii ściągają z całego świata zawodnicy wraz ze swoimi rodzinami. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, gdy na kilka dni przed rozpoczęciem imprezy w paru miejscach dochodzi do niewyjaśnionych przypadków ataku szału mieszkańców. Okazuje się, że odpowiedzialny jest za nie dziwny wirus, a zarażeni nim ludzie gryzą kogo tylko spotkają na swojej drodze, tym samym przekazując chorobę dalej. Jednak oficjele ignorują niebezpieczeństwo. A do tego, by przewidzieć, co stało się później, wcale nie potrzeba bujnej wyobraźni.

niedziela, 27 grudnia 2015

"Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko", Terry Pratchett - recenzja

Świat (Dysku) to za mało



Zmarły 12 marca 2015 roku Terry Pratchett pozostawił miłośników humorystycznej literatury fantastycznej w żałobie. Twórca uniwersum Świata Dysku, od lat zmagający się z chorobą Alzheimera, przegrał nierówną walkę w wieku 67 lat. Pozostawił po sobie kilkadziesiąt powieści, których akcja toczy się nie tylko w płaskim świecie unoszonym w przestrzeni kosmicznej na grzbiecie olbrzymiego żółwia, ale także mnóstwo tekstów ukazujących się w trakcie jego kariery w czasopismach poświęconych fantastyce, zinach, konwentowych programach… Liczba felietonów jego autorstwa jest ogromna, a teraz część z nich można przeczytać w zbiorze Kiksy klawiatury. Eseje i nie tylko.

środa, 4 listopada 2015

"Ropuszki", Aneta Jadowska - recenzja

Toruńska menażeria



Toruń to miasto pełne dziwnych mieszkańców. I nie mam tu na myśli oddanych wielbicieli ojca Tadeusza i słuchaczy jego rozgłośni. Na ulicach miasta można spotkać anioły, diabły, demony, elfy, wampiry, wilkołaki, czarownice i szamanów wszelkiego autoramentu… Toruńska menażeria jest przebogata we wszelkiej maści indywidua, które swobodnie poruszają się pomiędzy realnie istniejącą metropolią i jej magicznym odpowiednikiem, Thornem. Wyobraźnia Anety Jadowskiej zapełniła urokliwe uliczki nietuzinkowymi postaciami, na stałe wpisując je w polską mapę fantastycznych miejsc.

sobota, 5 września 2015

"Niebezpieczne kobiety", antologia - recenzja

Nie ma kobiet doskonałych



Nie od dziś nazwisko George’a R.R. Martina widniejące na okładce jakiejkolwiek książki przyciąga wzrok czytelnika w księgarni i jest gwarantem wysokiej sprzedaży. A jeśli na obwolucie umieszczono grafikę z kobietą zasiadającą na Żelaznym Tronie, to od razu wiadomo, że w tomie znajdzie się miejsce dla postaci z Westeros. Tym razem autor Pieśni lodu i ognia swoim nazwiskiem firmuje antologię, której bohaterkami są przedstawicielki płci pięknej z różnych uniwersów, a jednocześnie sam dokłada cegiełkę pod budowę swego świata, prezentując wielbicielom Księżniczkę i królową.

sobota, 18 lipca 2015

"W imię zasad" (DVD) - recenzja

Wiedzieć, kiedy ze sceny zejść



Kino sensacyjne z elementami akcji i scenami, w których wykorzystywano sztuki walki, święciło triumfy w latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych. Do dziś pamiętam, jak z wypiekami na twarzy oglądałam na kasetach VHS popisy Jeana Claude’a van Damme’a, Dolpha Lundgrena czy Stevena Seagala. I choć ten ostatni był najmniej lubianym przeze mnie aktorem, to jednak jego rola w Liberatorze bardzo mi się podobała.

niedziela, 12 lipca 2015

"Interstellar" (DVD) - recenzja

Odyseja kosmiczna Christophera Nolana


Christopher Nolan to niewątpliwie jeden z najciekawszych twórców filmowych w dzisiejszym Hollywood. Jego filmy pełne są nie tylko świetnych sekwencji obrazów, dynamicznych scen czy niezwykłych pomysłów fabularnych, ale także swoistego romansu z nauką, z tym, co dla człowieka jest niepojęte i niewytłumaczalne. Tak było między innymi w Incepcji, prawdziwej uczcie, jaką zafundował widzom reżyser, wysmakowanej fabularnie i wizualnie oraz pełnej nieprawdopodobnych zwrotów akcji.

Tym razem Nolan postanowił zmierzyć się z kinem typowo gatunkowym, modelowym i ambitnym sciencefiction nawiązującym do takich klasyków jak Odyseja kosmiczna 2001 Stanleya Kubricka czy Solaris Stanisława Lema. Czy udało mu się w jakiś sposób przebić tamte dzieła? Zdecydowanie nie.

Interstellar opowiada historię grupy badaczy, którzy wyruszają w kosmos w poszukiwaniu nowej planety nadającej się do zasiedlenia. Ziemia powoli umiera, podobnie jak jej mieszkańcy, i tylko kwestią czasu jest całkowite wyjałowienie globu. Cooper (Matthew McConaughey), były pilot, samotnie wychowuje dwoje dzieci i prowadzi podupadającą farmę. Pewnego dnia zauważa w swoim domu dziwne grawitacyjne anomalie i postanawia rozwiązać ich zagadkę. Ślady prowadzą do tajnej bazy NASA i projektu badawczego, który ma uratować ludzkość, a dla samego Coopera staje się długą drogą do domu i rodzinnego szczęścia.

Naukowe inspiracje twórców filmu są o tyle chwalebne, co miejscami chybione. Wspaniale pokazana czarna dziura (projekt był konsultowany z astrofizykami i ponoć doprowadził do odkrycia nowych właściwości tych obiektów) w żaden sposób nie zapełnia logicznych dziur, a tych jest zaskakująco wiele. I chociaż podobne wpadki Nolanowi już się zdarzały, to jednak w poprzednich filmach jakoś udawało się je zatuszować wartką akcją i nowatorsko sfilmowanymi scenami. Tutaj, niestety, to nie wyszło, a brak sensu widoczny jest już od początku. Jak to się stało, że Cooper bez odpowiedniego ponownego przeszkolenia został pilotem wahadłowca? W jaki sposób w grupie naukowców to właśnie on został dowódcą i de facto decyduje o celach misji? W trakcie seansu nękało mnie wiele podobnych pytań, na które w żaden sposób nie dostałam odpowiedzi.

Początek filmu wcale nie zapowiada przyszłej katastrofy. Widz dostaje paradokumentalny zlepek scen, z których dowiaduje się o zagładzie grożącej Ziemi i misji kosmonautów. Ten prolog bardzo mi się podobał, bo stanowił naprawdę ciekawy wstęp do głównej akcji. Niestety, potem na scenę wkroczył McConaughey i inne sztampowe postacie wykrojone z hollywoodzkiego szablonu. Utalentowani i znani aktorzy (Michael Caine, Anne Hathaway) nie mieli okazji, by pokazać swoje umiejętności, a ich wysiłki zostały skutecznie storpedowane przez scenarzystów. Może mogłabym to jeszcze jakoś przełknąć gdyby nie nudne, pełne paranaukowych wtrętów dialogi, które rażą sztucznością i brakiem jakiejkolwiek głębi.

Trącące banałem rozmowy i akademickie dyskusje nie mają żadnej przeciwwagi w ewentualnej akcji. Ta wlecze się niemiłosiernie, tylko od czasu do czasu przyśpieszając, by potem znów zwolnić do tempa, przy którym widz marzy wyłącznie o miękkiej poduszce i kocu. Dążenie Coopera do jak najszybszego zakończenia misji kosztem jej sukcesu wydaje się niemal śmieszne, a przede wszystkim irytujące, tym bardziej, że celem zadania ma być ratowanie ludzkości, a nie tylko rodzinne szczęście pilota.

Wizualnie film oszałamia i tutaj nie można twórcom niczego zarzucić. Szczególnie wryły mi się w pamięć sekwencje rozgrywające się w okolicy czarnej dziury czy na kolejnych odwiedzanych przez naukowców planetach (ogromne tsunami oglądane na dużym ekranie na pewno robiło nie lada wrażenie ). Dodatkowo wszystkie sceny są uzupełnione muzyką Hansa Zimmera, który po bardzo długim czasie skomponował coś nowego, niezahaczającego o autoplagiat. Jednak to o wiele za mało by zachwycić się całością.

Po seansie trudno nazwać Interstellar filmem udanym czy – jak wielu widzów twierdzi – przełomowym. Zbyt wiele w nim logicznych dziur, nudnych dialogów i nużących scen. To raczej hołd (niekoniecznie udany) dla zrealizowanych trzydzieści lat temu filmów sciencefiction niż nowatorska wizja podboju kosmosu.

Recenzja ukazała się na portalu Efantastyka

środa, 20 maja 2015

"Automata" (DVD) - recenzja

Trzydzieści lat za późno




Sztuczna inteligencja i roboty to niemal kwintesencja filmów science-fiction. Najbardziej znany obraz, Łowca androidów Ridleya Scotta jest absolutnym klasykiem gatunku, który przez długi czas wyznaczał kierunek, w jakim zmierzały tego typu produkcje. W filmie Gabe'a Ibáñeza można znaleźć wiele nawiązań do Łowcy…, jednak w ogólnym rozrachunku jest to raczej minus niż plus.

czwartek, 14 maja 2015

"Dzikie karty", George R.R. Martin (red.) - recenzja

Po dłuższej przerwie wracam z kolejną porcją recenzji. Dzisiaj są to "Dzikie karty".

Superbohaterska alternatywa


Istnieje wiele sposobów, by zostać superbohaterem. Narodziny na planecie, której mieszkańcy posiadają niezwykłe moce i umiejętności (Superman). Ukąszenie przez przedstawiciela pewnego gatunku pająka (Spiderman) lub udział w szemranych eksperymentach naukowych (tu przykłady można mnożyć niemal w nieskończoność). Inna metoda to przywdzianie stroju, który przypomina nietoperza i wydawanie odziedziczonej po zamordowanych rodzicach fortuny na pomocne w walce z przestępcami gadżety (Batman). Ostatnia możliwość to znalezienie się w nieodpowiednim miejscu i czasie – na przykład w epicentrum wybuchu bomby zawierającej wirusa obcego pochodzenia.

piątek, 27 marca 2015

"Kompleks 7215" Bartek Biedrzycki - recenzja

Znak czasów


Literatura postapokaliptyczna z roku na rok ma się coraz lepiej. Dla mnie wciąż wielką niewiadomą jest przyczyna tej rosnącej popularności. Szlaki przetarł Dmitry Glukhovsky, tworząc uniwersum Metro 2033, a od niedawna wydawnictwo Fabryka Słów konsekwentnie publikuje kolejne części serii Fabryczna zona. Tytuły samych książek można wymieniać niemal bez końca, ale w trend wpisują się również gry komputerowe. Dlaczego świat po nuklearnej zagładzie wzbudza tak wielkie zainteresowanie? Czy znów mamy do czynienia z gorączką podobną do tej, jaka opanowała świat w czasach Zimnej Wojny? Strachem przed wojną totalną i ostateczną? Trudno powiedzieć.

piątek, 16 stycznia 2015

"Tuf Wędrowiec", George R.R. Martin - recenzja

Kosmiczny Greenpeace


Popularność, jaką zyskał George R.R. Martin po zekranizowaniu przez HBO jego sztandarowego dzieła, czyli Pieśni Lodu i Ognia, sprawiła, że wydawcy chętnie sięgnęli po jego wcześniejsze publikacje. I należy się z tego cieszyć, ponieważ muszę przyznać, że Martin to twórca nietuzinkowy, potrafiący wyjść poza utarte schematy i pokazać, że nie da się łatwo zaszufladkować jako wyłącznie „rodzic” wielotomowego konfliktu Starków i Lannisterów.

sobota, 10 stycznia 2015

"Wojna cukierkowa. Awantura w salonie gier", Brandon Mull - recenzja

Słodka trucizna


Brandon Mull ma już ugruntowaną pozycję na rynku książek przeznaczonych dla młodszych czytelników. Serie Baśniobór i Pozaświatowcy zyskały liczne rzesze wielbicieli, którzy chętnie sięgają po kolejne powieści autora. A te, można odnieść wrażenie, wyrastają niczym grzyby po deszczu.

czwartek, 8 stycznia 2015

Książkowy rachunek sumienia, czyli czytelnicze podsumowanie roku 2014

Książkowy rachunek sumienia


Rzadko robię jakiekolwiek roczne podsumowania, bo taki swoisty rachunek sumienia nie leży w mojej naturze. Jednak od dwóch lat robię od tej reguły wyjątek, a są nim oczywiście książki.

piątek, 19 grudnia 2014

"Na wojnie nie ma niewinnych", Aneta Jadowska - recenzja

Moi Drodzy,

Wybaczcie kolejną dłuższą przerwę w działaniu bloga, ale zamieszanie około urodzinowo-bożonarodzeniowe (a co za tym idzie - goniące terminy) sprawiło, że po prostu opadłam z sił. Obiecuję jednak, że w najbliższym czasie będziecie mogli przeczytać kilka recenzji, które ukażą się w najnowszym numerze Creatio Fantastica.

Gdzie diabeł nie może, tam Dorę pośle


Jak mówi popularne przysłowie, koniec wieńczy dzieło. Towarzysząca czytelnikom od dwóch lat Dora Wilk wreszcie dotarła do kresu swej krętej, wyboistej i niebezpiecznej drogi. Jeszcze jeden zakręt w postaci ostatniego tomu serii i protagonistka możne pójść (prawdopodobnie) na zasłużony (również prawdopodobnie) odpoczynek.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

"Koalicja szpiegów. Baza G-8", Agnieszka Stelmaszyk - recenzja

James Bond dla nastolatków


Kto z nas, będąc dzieckiem, chociaż raz nie marzył o tym, by zostać tajnym agentem? Któż nie chciał rozwikłać międzynarodowej tajemnicy, należeć do tajnej organizacji czy zdemaskować niecne knowania kogoś, kto pragnie przejąć władzę nad światem? Do dziś pamiętam, że jako dziecko z wypiekami na twarzy oglądałam kolejne przygody tajnego agenta Jej Królewskiej Mości psującego plany Bloefelda czy innych szwarccharakterów. I choć wyrosłam z marzeń o dołączeniu do MI6, to nadal mam słabość do filmów o Bondzie. A Bond, James Bond, jest niejako kwintesencją marzeń o przygodach, sekretach i światowych spiskach.

Opierając się na takich dziecięcych pragnieniach Agnieszka Stelmaszyk, autorka popularnych Kronik Archeo, postanowiła zabrać swoich czytelników w podróż pełną niebezpieczeństw, wartkiej akcji i oczywiście asów wywiadu.

sobota, 22 listopada 2014

"Biała reduta. Część 1", Tomasz Kołodziejczak - recenzja

Bóg, honor, ojczyzna


Nasz świat niejednokrotnie był areną zmagań, które zwykłemu człowiekowi nie mieszczą się w głowie. Niezliczone wojny, krwawe rzezie i pacyfikacje, dramaty bitych i upokarzanych jednostek. To dzieje się od wieków, tak jakby przemoc i bestialstwo były wpisane w ludzkie DNA. Fale nienawiści i cierpienia odbijają się echem w innych rzeczywistościach, sprowadzając na Ziemię największy koszmar, jaki można sobie wyobrazić.

Tak, w wielkim skrócie, wygląda wprowadzenie do cyklu Ostatnia Rzeczpospolita Tomasza Kołodziejczaka. Najnowsza odsłona to pierwsza część Białej reduty, której lektura niemal dosłownie wgniotła mnie w fotel.

piątek, 14 listopada 2014

"Czarownica" (DVD) - recenzja

Jak rodzi się zło?


Czasami zastanawiam się nad tym, skąd bierze się w ludziach zło. Czy jest ono – kolokwialnie mówiąc – wysysane z mlekiem matki, jak sądzą niektórzy? Czy raczej złe uczynki są rezultatem naszych własnych przeżyć i rozczarowań?

Ta ważna kwestia, o którą od wieków spierają się filozofowie, stała się kanwą filmu Czarownica. Postacie znane z dziecięcych bajek zazwyczaj „z urodzenia” są przesiąknięte złem, przewrotne i nikczemne. Mają wzbudzać w małym człowieku strach, uczyć, że świat może być niebezpieczny. Robert Stromberg, reżyser obrazu, postanowił pokazać, że nie zawsze to, co złe, jest takie w głębi serca, a życie składa się ze wzlotów i upadków.

środa, 12 listopada 2014

"Godzilla" (DVD) - recenzja

Pora na potwora


Nie od dziś wiadomo, że maszynka do robienie pieniędzy, jaką stało się Hollywood, z chęcią sięga po kultowe i sprawdzone (czasem nawet wielokrotnie) motywy. Tym razem łupem pazernych twórców stał się najsłynniejszy w historii kinematografii kaijū.

Godzilla to bohater kilkudziesięciu pełnometrażowych filmów kinowych, komiksów, książek i seriali telewizyjnych. Jego „przygody” (jeśli takim słowem można określić walki z innymi potworami i systematyczne demolowanie miast) możemy śledzić już od sześćdziesięciu lat. I niejako w rocznicę urodzin postanowiono przypomnieć światu o istnieniu japońskiego monstrum.

piątek, 31 października 2014

"Imperium" Graham Masterton - recenzja

Uważaj, o czym marzysz, bo może się to spełnić


Graham Masterton nie należy do moich ulubionych pisarzy. Moja przygoda z jego twórczością rozpoczęła się Śpiączką (dosłownie i w przenośni, bo książka bardzo mnie znużyła) i myślałam, że na tym się zakończy. Postanowiłam jednak dać autorowi drugą szansę i sięgnęłam po jego dzieło, które niedawno ukazało się nakładem wydawnictwa Albatros – tym razem powieść historyczną. Czy tu również czekało mnie rozczarowanie?

czwartek, 2 października 2014

"Rama Singh. Tom 1", Ryszard Marian Mrozek - recenzja

Czy czasami tęsknicie za powieściami z dzieciństwa? Barwnymi historiami napisanymi w starym, dobrym stylu? Jeśli tak, przeczytajcie poniższą recenzję.

Egzotyczny świat


Zanim sięgnęłam po książkę Ryszarda Mrozka, zadałam sobie pytanie: z czym kojarzą mi się Indie? To kraj bardzo odległy, ale znany mojemu kręgowi kulturowemu z licznych książek, które opisują przede wszystkim jego dzieje pod brytyjskim panowaniem. Po zastanowieniu znalazłam odpowiedź, która nieco mnie zaskoczyła. Z jednej strony Indie to niezwykle silny system kastowy dzielący społeczeństwo, z drugiej – swego rodzaju wolność religijna, w której każdy wyznawca znajdzie coś dla siebie. To kraj słońca i deszczu, mocnych zapachów aromatycznych przypraw, barwnych strojów, ale także miejsce gdzie króluje niebywała nędza.

czwartek, 18 września 2014

"Pompeje" (2014, DVD) - recenzja

Uwielbiam kino sandałowe. Gladiatora, który na nowo zapoczątkował ten nurt w Hollywood, widziałam niezliczoną ilość razy, podobnie kilka innych, starszych filmów (w tym świetnego Spartakusa z Kirkiem Douglasem). Niestety, chyba żaden "pogladiatorowy" film nie dorównał pierwowzorowi w żaden sposób. Ten ciekawy gatunek filmowy stacza się po równi pochyłej, o czym przekonują mnie kolejne obrazy. Dzisiaj mam dla Was recenzję jednego z takich filmowych potworków. 


Quo vadis, Hollywood?




Położone u podnóża Wezuwiusza Pompeje to jedno z największych odkryć archeologicznych wszechczasów. W wyniku erupcji wulkanu miasto zastygło w ruchu, a, paradoksalnie, dzięki katastrofie możemy poznać codzienność jego mieszkańców. Nic więc dziwnego, że Pompeje pobudzają wyobraźnię, czego wyrazem są liczne powieści oraz mniej liczne, ale za to spektakularne, filmy.

Na wstępie chciałabym też zaznaczyć, że bardzo lubię tak zwane kino sandałowe. To przez nie obudziła się moja pasja archeologa i mam do niego wielki sentyment. Często jednak łapię się na tym, że nie potrafię spojrzeć na aspekt rozrywkowy hollywoodzkich obrazów, nie rozpatrując jednocześnie tego czy twórcy zachowali realia historyczne. Można powiedzieć, że to takie małe skrzywienie zawodowe, które w połączeniu z pasją kinomaniaka tworzy mieszankę wybuchową. Niestety, dla wielu filmów bardzo destruktywną. Tak jak w tym przypadku, ale o tym nieco później.