Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pióro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pióro. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 listopada 2014

Nowe pióro

Dawno, dawno temu, gdzieś na początku prowadzenia bloga, pokazałam Wam pióra, czy raczej obsadki do stalówek, jakie dla siebie zrobiłam (możecie je zobaczyć w tym miejscu). Dzisiaj chcę Wam pokazać obsadkę, którą zrobiłam na zamówienie. Mam nadzieję, że prezent się spodobał.


poniedziałek, 9 września 2013

Kalendarz ścienny - wrzesień

Kolejna karta kalendarza jest chyba jedną z najmniej udanych. Przyznaję, rozleniwiłam się i do tego zabrakło mi inwencji. Ostatnio robię zbyt dużo innych rzeczy i po prostu zrobiłam kalendarz jak najszybciej. Do tego ciąża daje mi się coraz bardziej we znaki i niestety niektóre prace tracą na jakości. Tak się stało z kalendarzem.

Wchodzimy już powoli w jesienne nastroje, a więc zmieniłam kolorystykę z ciepłej, żółtej i pomarańczowej, na czerwoną, bardziej kojarzącą się z tą porą roku. Tym razem dodałam delikatne motywy (brak inwencji) kojarzące mi się z wrześniem: jabłoń (tak, wiem, mało przypomina jabłoń), kilka wrzosów oraz grzyby (ech, w tym roku jeszcze na grzybobraniu nie byłam). Powinnam jeszcze wrzucić chmury i padający z nich deszcz, bo dzisiejsza pogoda rozpoczęła sezon typowo jesiennej aury.


Na kalendarzu nie mogło zabraknąć kota, tym bardziej, że w tym miesiącu mamy piątek trzynastego. A cytat pochodzi z pierwszego tomu cyklu Koło Czasu Roberta Jordana, jednej z moich ulubionych serii fantasy (choć, nie ukrywajmy, nadmiernie rozwleczonej).

Mam nadzieję, że październik przyniesie mi więcej natchnienia. A tymczasem zmykam do łóżka by zagrzebać się pod kołderką i poczytać książkę, bo aura za oknem nie zachęca do robienia czegokolwiek innego.

sobota, 3 sierpnia 2013

Kalendarz ścienny - sierpień

W tym miesiącu udało mi się dość szybko zrobić nową kartę kalendarza. W końcu poszłam po rozum do głowy i wcześniej przygotowałam szablon karty - pozostało tylko uzupełnić go jakimś motywem przewodnim i dopisać sentencję.
Sierpień to jeszcze wakacje, czas urlopów, a także trwająca już fala upałów. A więc nie powinno dziwić, że wybrałam wodę. Mamy łódki, łowienie ryb, fale... Ale to także czas przygotowywania przetworów, stąd słoiki, ogórki i inne warzywa.


Sierpniowa sentencja jest wyjątkowo długa i wpisuje się w wypoczynkowy nastrój miesiąca. Pochodzi ona z przezabawnej książki "Trzech panów w łódce nie licząc psa" Jeroma K. Jeroma, pełnej anegdot i angielskiego humoru. Polecam ją wszystkim miłośnikom wszelakich rzecznych spływów, a także wielbicielom absurdalnego poczucia humoru.

Na deser dorzucam zdjęcie mojego tymczasowego warsztatu (niestety, musi on zniknąć, bo to stół w jadalni). Od kilku dni jestem dumną posiadaczką kilku nowych atramentów i tuszy oraz zestawu do iluminatorstwa i teraz obmyślam nowe projekty, które chciałabym wykonać, najlepiej łączące kaligrafię z iluminatorstwem właśnie. Pomysłów mam wiele i problem w tym, że nie wiem, od którego zacząć. Ale na pewno wkrótce pochwalę się nowymi dziełami.

niedziela, 2 czerwca 2013

Kalendarz ścienny - czerwiec

Z małym poślizgiem, ale już jest kalendarz ścienny na czerwiec.
Tym razem motywem przewodnim jest magia. Wyszło to trochę przypadkowo, ponieważ przy dniu 19 czerwca rozmazał mi się tusz (czasami zdarzają mi się takie wpadki jeszcze) i musiałam przerobić plamę na coś - wyszedł kot. A skoro jest czarny kot, to musi być też magia, dlatego dodałam trochę magicznych akcesoriów: wagę i moździerz, suszące się zioła, różdżkę i obowiązkowo bryłki złota oraz kociołek z warzącym się eliksirem.


Cytat również jest magiczny. To jeden z moich ulubionych fragmentów z cyklu o Harrym Potterze.

A na deser zdjęcie stokrotkowego pola, które rośnie na moim ogrodzie. Wszystkie stokrotki to samosiejki. W najbliższym czasie planuję ich przesadzenie, ponieważ w tym miejscu będzie dalszy ciąg ogródka warzywnego.


Na dziś to tyle. Wkrótce nowe zdjęcia wyszywanek.


wtorek, 5 lutego 2013

Kartka z kalendarza - luty

Wybaczcie, że troszkę spadło moje tempo wpisywania nowych postów, ale niestety jak człowiek pracuje, to ma mniej czasu na przyjemności (chociaż czasami udaje się połączyć jedno z drugim). Teraz może rzadziej będę miała chwilę by coś skrobnąć, ale nie oznacza to, że zaprzestanę mojej działalności "wytwórczej". Co to to nie! A nawet wręcz przeciwnie, mam teraz jeszcze więcej pomysłów. Tylko czasu mniej...

Ale zamiast wciskać klawisze po próżnicy, przejdźmy do rzeczy.

Idzie luty - szykuj... pędzelki, piórka i tusze. Tak, tak, wreszcie udało mi się znaleźć chwilkę czasu na narysowanie drugiej karty z kalendarza ściennego. Motywem przewodnim lutego zostały smoki, bo... lubię je, po prostu. Poza tym, od kilku dni chodził za mną tekst Bilba (cytowany zresztą na dole karty) no i tak wyszło.


Tym razem wykonanie karty zabrało mi mniej czasu. Wszak trening czyni mistrza. I nawet udało mi się uniknąć rozmazania tuszu. Znów mamy kolorystykę zimową, płatki śniegu i sople, ale w marcu trochę "odtajamy". Mały minus to jedno rozmazane jajo (zbyt duża kropla niebieskiego tuszu przelała się na żółte jajo), ale co tam - myślę, że i tak karta wygląda fajnie, a na pewno nietuzinkowo.
Karta już wisi na ścianie (jak może widać na zdjęciu) i cieszy moje oczy. A ja powoli obmyślam motywy na kartę marcową i... wiele innych rzeczy.

niedziela, 13 stycznia 2013

Czymś trzeba pisać

Dzisiaj chciałabym zaprezentować kilka moich starszych prac, które powstały z miłości do kaligrafii i piór. Być może widzieliście je już gdzieś w internecie.
Zawsze podobały mi się pióra, którymi piszą bohaterowie różnych filmów fantasy (najczęściej) i od dawna marzyłam by takie pióro mieć. Nie chciałam jednak zwykłego gęsiego pióra, które po obcięciu i napisaniu kilku zdań wyrzucę, bo nie lubię rzeczy jednorazowego użytku. Okazja by spróbować zrobić dla siebie efektowną obstalkę pojawiła się, gdy przypadkowo pływając kajakiem znalazłam łabędzie pióra.
Pierwszy problem pojawił się przy farbowaniu piór. Niestety, farby do tkanin są beznadziejne, ponieważ farbują również stosinę, a poza tym nie dają mocnego koloru. Po kilku próbach wpadłam na pomysł by pomalować pióro artystycznym pisakiem z pędzelkową końcówką. Praca żmudna, ale po wyschnięciu efekt rewelacyjny.


Kolejny problem napotkałam robiąc samą obstalkę. Środek pióra usztywniłam patyczkiem, ale gorzej było z samą końcówką. Na szczęście moja natura chomika (lub smoka zbierającego skarby - jak kto woli) przydała się. Wyjęłam kilka elementów ze starego i zepsutego wiecznego pióra, miedziany drucik do robienia biżuterii i po jakimś czasie udało mi się zrobić takie oto pióro:


Pióro sprawdza się wyśmienicie i często go używam do różnych prac.
Jedno pióro do kaligrafii to tyle co nic, więc korzystając z następnej fali "natchnienia" zrobiłam drugie pióro. Zasada tworzenia była podobna, ale tym razem eksperymentowałam z materiałami. I tak, obstalka została zrobiona z rurki trzcinowej i owinięta ozdobną sprężynką (nawet nie wiem, skąd ją mam, ale w chomiczych/smoczych skarbach nie takie rzeczy się znajduje). Oto efekt końcowy (kolor pióra jest w rzeczywistości bardziej ciemnozielony):


Trzecim piórem, jakie powstało, jest pióro, a raczej długopis dla mojej bratanicy (jest leworęczna i pisanie piórem sprawia jej wiele trudności). Tutaj największym problemem było zainstalowanie wymiennego wkładu, o czym przypomniało mi się niemal pod koniec pracy, ale się udało jakoś to rozwiązać. Moja bratanica, miłośniczka serii o Harrym Potterze, a nade wszystko wielbicielka Slytherinu (ciekawe, po kim to ma?) dostała długopis w barwach tego Domu i z maleńkim wężem, symbolem Slytherina, owiniętym wokół stosiny (przyklejanie oczu i języka zajęło mi więcej czasu niż samo zrobienie pióra,a le warto było się pomęczyć).



W kolejce na zrobienie czekają już pióra czerwone i niebieskie, ale na razie nie mam czasu by je zrobić i pomysłu, jak je zrobić. Ale na pewno nie zmarnują się i nie odejdą w zapomnienie w smoczej jamie (czy chomiczej norce - jak kto woli).

sobota, 12 stycznia 2013

Mój kalendarz ścienny

Nie jest tajemnicą, że wiele rzeczy lubię robić sama (wygląd tych rzeczy i ostateczny efekt bywa różny, ale to inna sprawa). Od dwóch lat noszę kalendarz, który powstał z pięknego notesu (w tym roku musiałam wkleić nowe kartki) i postanowiłam także sama zrobić kalendarz na ścianę. Na razie powstała tylko karta styczniowa, ponieważ zrobienie jednej strony A3 jest bardzo czasochłonne.


Każda karta miesiąca będzie w kolorach odpowiadających mniej więcej porze roku, czyli styczeń, luty i grudzień będą niebieskie z zimowymi motywami, a marzec już zielony w z motywami wiosennymi. Karta styczniowa nie jest jeszcze idealna - rysowałam ją nieco "na czuja". Wiem już, gdzie popełniłam błędy i co muszę zmienić w karcie na luty (przede wszystkim w czasie rysowania tuszem muszę dobrze spiąć włosy, bo przypadkowe machnięcie warkoczem spowodowało rozmazanie tuszu, który na siłę maskowałam rysując... drzewo).
Całość może przypominać kalendarz, który wisiał w domu Bilbo Bagginsa w filmie "Hobbit", bo stąd zaczerpnęłam pomysł. Kolejne karty będą bardziej dopracowane i postaram się o lepsze zdjęcie (awaria aparatu cyfrowego wymusiła robienie zdjęć aparatem z komórki, stąd nienajlepsza jakość tego zdjęcia). Wszak trening czyni mistrza ;)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Haftowane zakładki dla potteromaniaka

Moją wielką miłością są książki. Kocham je bezgranicznie i chętnie przygarniam następne. Z wszystkich moich "uzależnień" bibliofilstwo jest chyba największym.
Jak wiadomo w trakcie czytania książki ważna jest... zakładka. Nie lubię, gdy ktoś zagina strony w książkach (dla mnie to barbarzyństwo), nie używam jako zakładek również biletów komunikacji miejskiej, paragonów czy czegokolwiek innego oprócz zakładek. Od lat używam jednej zakładki, mam też kilka rezerwowych. Postanowiłam spróbować swoich sił w haftowaniu zakładek. Pierwszym motywem zakładkowym zostały barwy Domów z serii o Harrym Potterze.
Na pierwszy ogień poszedł mój ulubiony Slytherin.


Zakładkę wyhaftowałam w całości muliną i srebrną nicią, a całość podszyłam kawałkiem sztywnej tkaniny. Kolejne zakładki zrobiłam podobnie, z tą różnicą, że już nie używałam nici błyszczących, ponieważ strasznie się rwą. W rezultacie powstały cztery prezentowane poniżej zakładki.



Teraz obmyślam kolejne zakładkowe wzory i kolejne sposoby usztywniania tkanin (przyszywanie nie jest dobre, ponieważ zakładka jest zbyt gruba). A więc za jakiś czas pokażę kolejne zakładkowe gadżety.


niedziela, 6 stycznia 2013

Haft krzyżykowy

Od niedawna moją nową pasją stał się haft krzyżykowy. To bardzo prosty haft, którym można stworzyć naprawdę fajne rzeczy.
Uczyłam się go akurat wtedy, gdy z fascynacją oglądałam serial "Doctor Who", a więc nie dziwi fakt, że moja pierwsza praca dotyczy postaci z tego serialu (dodajmy, jednej z ulubionych postaci z serialu).


Kolejny haft był już bardziej skomplikowany, ale również inspiracją był "Doctor Who".


Pierwszy haft w przyszłości będzie elementem poszewki na poduszkę, a drugi wisi na ścianie w antyramie. Od tamtej pory powstało już kilkanaście innych haftów i będę je prezentować w kolejnych postach.


sobota, 5 stycznia 2013

Powitanie

Witam na nowo powstałym blogu. Znajdziecie na nim przede wszystkim zdjęcia moich prac i projektów. Prace są różne - od haftu po introligatorstwo, a z czasem zapewne dojdzie jeszcze sporo innych rzemiosł, bo wciąż szukam czegoś nowego. Na powitanie moja dość stara praca, a raczej ćwiczenie kaligraficzne.