Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stalówka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stalówka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 grudnia 2013

Kalendarz ścienny - grudzień

To już ostatnia karta tegorocznego kalendarza. Jakimś cudem udało mi się dzisiaj wygospodarować czas by ją zrobić (między kolejnymi drzemkami i karmieniami Basi).

Grudzień to przede wszystkim Boże Narodzenie, stąd kolorowe bombki. Ale dla mnie grudzień to także premiera drugiej części filmu "Hobbit" - "Pustkowia Smauga" (i choćby film miał kiepskie recenzje, to pewnie i tak pójdę do kina). Dlatego też na dole strony cytat z książki oraz moja mała wariacja na temat Samotnej Góry i okolicy.


W przyszłym roku również zamierzam robić własnoręcznie kalendarz, ale chyba w nieco innej formule, a na pewno na mniejszych kartach. Jaki on jednak będzie - sama jeszcze nie wiem.

sobota, 2 listopada 2013

Kalendarz ścienny - listopad

Póki co, jestem jeszcze w domu. Oczekiwanie na narodziny naszego potomka przedłużają się, a te chwile czekania wykorzystuję jak tylko się da. I udało mi się zrobić nową kartę kalendarza.

Listopadową kartę zdominowały kolorowe jesienne liście. Co prawda, w moim ogrodzie liście opadły już w październiku, no ale w końcu to dopiero teraz mamy "list-opad", więc liście są teraz bardziej na miejscu.


Dodatkowe elementy oraz cytat związane są z pięćdziesięcioleciem serialu "Doctor Who". Akurat w tym miesiącu zostanie wyemitowany jubileuszowy odcinek specjalny, stąd na kalendarzu znalazła się TARDIS i Dalek. A cytat pochodzi z serii z Dziesiątym Doktorem i traktuje - jakże by inaczej - o książkach.

Na koniec proszę Was o trzymanie za nas kciuków, żeby w szpitalu wszystko poszło gładko. A następnego posta mam nadzieję pisać już jako szczęśliwa mama :)

poniedziałek, 9 września 2013

Kalendarz ścienny - wrzesień

Kolejna karta kalendarza jest chyba jedną z najmniej udanych. Przyznaję, rozleniwiłam się i do tego zabrakło mi inwencji. Ostatnio robię zbyt dużo innych rzeczy i po prostu zrobiłam kalendarz jak najszybciej. Do tego ciąża daje mi się coraz bardziej we znaki i niestety niektóre prace tracą na jakości. Tak się stało z kalendarzem.

Wchodzimy już powoli w jesienne nastroje, a więc zmieniłam kolorystykę z ciepłej, żółtej i pomarańczowej, na czerwoną, bardziej kojarzącą się z tą porą roku. Tym razem dodałam delikatne motywy (brak inwencji) kojarzące mi się z wrześniem: jabłoń (tak, wiem, mało przypomina jabłoń), kilka wrzosów oraz grzyby (ech, w tym roku jeszcze na grzybobraniu nie byłam). Powinnam jeszcze wrzucić chmury i padający z nich deszcz, bo dzisiejsza pogoda rozpoczęła sezon typowo jesiennej aury.


Na kalendarzu nie mogło zabraknąć kota, tym bardziej, że w tym miesiącu mamy piątek trzynastego. A cytat pochodzi z pierwszego tomu cyklu Koło Czasu Roberta Jordana, jednej z moich ulubionych serii fantasy (choć, nie ukrywajmy, nadmiernie rozwleczonej).

Mam nadzieję, że październik przyniesie mi więcej natchnienia. A tymczasem zmykam do łóżka by zagrzebać się pod kołderką i poczytać książkę, bo aura za oknem nie zachęca do robienia czegokolwiek innego.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Iluminatorstwo - trzy celtyckie psy

Dwa miesiące temu brałam udział w warsztatach kaligrafii i iluminatorstwa w Gnieźnie, na których poznałam podstawowe techniki zdobienia manuskryptów. Warsztaty niestety trwały tylko jeden dzień, ale wiele się w tym czasie nauczyłam. Teraz wreszcie znalazłam czas na wykonanie pierwszej w pełni samodzielnej pracy. Mój wybór padł na celtycki motyw trzech psów w kręgu chwytających własne ogony.
Do pracy wybrałam papier Canson o gramaturze 160. Wersję podstawową najpierw skopiowałam ołówkiem, a potem pociągnęłam czarnym tuszem (naprawdę rewelacyjny Manuscript Acrilic Artists Ink).


Po wyschnięciu tuszu wymazałam ołówkowe kreski, zrobiłam ramkę i zaczęłam nakładać klej do złocenia. Z mikstonem jest niestety taki problem, że jest bezbarwny i nie widać, czy w danym miejscu został już nałożony czy też nie.


Następny etap jest najtrudniejszy - złocenie. Szlagmetal ma taką właściwość, że jest bardzo cienki i łatwo się rwie. Do tego nietrudno przy nakładaniu o marszczenie się i zagięcia. Ale przynajmniej wiem już teraz, jak prawidłowo nakładać złoto by uniknąć defektów i następnym razem wszystko powinno być ok.


Po złoceniu przychodzi czas na polerowanie. I tu nauczyłam się czegoś nowego - lepiej nie używać wacików, bo drobinki waty przyklejają się do resztek kleju. Chusteczki higieniczne są bardziej zwarte i lepsze.



Gdy już udało mi się jako tako wypolerować złoto, zaczęłam nakładać pigment. Użyłam zieleni kobaltowej. Aby efekt był jak najlepszy, nałożyłam trzy warstwy rozrobionego pigmentu: pierwszą bardzo wodnistą jako podkład, drugą nieco gęstszą, a trzecią już wykończeniową.
Po wyschnięciu pigmentu mogłam kończyć pracę. Wszystkie linie raz jeszcze poprawiłam czarnym tuszem (wiem, że ciekawszy efekt dałoby nałożenie tuszu czerwonego, ale takiego jeszcze nie mam) i wyretuszowałam ubytki. Całość po ukończeniu wygląda tak:


Kolejnym wyzwaniem, jakiego chcę się podjąć, jest połączenie kaligrafii z iluminatorstwem i wykonanie jakiejś ciekawej pracy łączącej obie techniki (na razie szukam odpowiedniego tekstu). A na razie dam sobie odpocząć od tego i zabieram się za malowanie na szkle - pierwszy wzór już jest wybrany :)


niedziela, 11 sierpnia 2013

Mydło miodowe - jest już gotowe!

Miesiąc temu pisałam Wam o domowej produkcji mydła (o całym procesie możecie poczytać TUTAJ). Dzisiaj chcę Wam zaprezentować produkt finalny, gotowy do użycia.

Mydło bardzo ładnie dojrzało i nabrało charakterystycznego miodowego koloru. W czasie mycia nie pieni się, co jest charakterystyczną właściwością mydeł zawierających oliwę z oliwek (jesteśmy przyzwyczajeni do pieniącego się mydła, ale to tylko świadczy o jego sztuczności i ilości wykorzystanych w produkcji detergentów). Poza tym mydło bardzo dobrze nawilża skórę.

Na zdjęciu poniżej widać opakowane mydło i przygotowanie do wykonywania etykiet. Oczywiście nie mogłam pozwolić odebrać sobie przyjemności ich ręcznego wypisywania i wypróbowania nowych zabawek: stalówki Mitchella i atramentu Rohrer & Klingner o wdzięcznej nazwie koloru scabiosa (driakiew). Mój mąż zaproponował nazwę - Miodowa Nuta - a ja wykonałam resztę.



Każda etykietka na kostce ma także informację o składzie mydła.


Jeśli ktoś z Was byłby chętny do zaopatrzenia się w takie mydełko (a bardzo je polecam, bo jest naprawdę świetne), to zapraszam do kontaktu ze mną - albo na maila, albo przez facebooka, albo po prostu poprzez komentarz pod postem.

sobota, 3 sierpnia 2013

Kalendarz ścienny - sierpień

W tym miesiącu udało mi się dość szybko zrobić nową kartę kalendarza. W końcu poszłam po rozum do głowy i wcześniej przygotowałam szablon karty - pozostało tylko uzupełnić go jakimś motywem przewodnim i dopisać sentencję.
Sierpień to jeszcze wakacje, czas urlopów, a także trwająca już fala upałów. A więc nie powinno dziwić, że wybrałam wodę. Mamy łódki, łowienie ryb, fale... Ale to także czas przygotowywania przetworów, stąd słoiki, ogórki i inne warzywa.


Sierpniowa sentencja jest wyjątkowo długa i wpisuje się w wypoczynkowy nastrój miesiąca. Pochodzi ona z przezabawnej książki "Trzech panów w łódce nie licząc psa" Jeroma K. Jeroma, pełnej anegdot i angielskiego humoru. Polecam ją wszystkim miłośnikom wszelakich rzecznych spływów, a także wielbicielom absurdalnego poczucia humoru.

Na deser dorzucam zdjęcie mojego tymczasowego warsztatu (niestety, musi on zniknąć, bo to stół w jadalni). Od kilku dni jestem dumną posiadaczką kilku nowych atramentów i tuszy oraz zestawu do iluminatorstwa i teraz obmyślam nowe projekty, które chciałabym wykonać, najlepiej łączące kaligrafię z iluminatorstwem właśnie. Pomysłów mam wiele i problem w tym, że nie wiem, od którego zacząć. Ale na pewno wkrótce pochwalę się nowymi dziełami.

niedziela, 2 czerwca 2013

Kalendarz ścienny - czerwiec

Z małym poślizgiem, ale już jest kalendarz ścienny na czerwiec.
Tym razem motywem przewodnim jest magia. Wyszło to trochę przypadkowo, ponieważ przy dniu 19 czerwca rozmazał mi się tusz (czasami zdarzają mi się takie wpadki jeszcze) i musiałam przerobić plamę na coś - wyszedł kot. A skoro jest czarny kot, to musi być też magia, dlatego dodałam trochę magicznych akcesoriów: wagę i moździerz, suszące się zioła, różdżkę i obowiązkowo bryłki złota oraz kociołek z warzącym się eliksirem.


Cytat również jest magiczny. To jeden z moich ulubionych fragmentów z cyklu o Harrym Potterze.

A na deser zdjęcie stokrotkowego pola, które rośnie na moim ogrodzie. Wszystkie stokrotki to samosiejki. W najbliższym czasie planuję ich przesadzenie, ponieważ w tym miejscu będzie dalszy ciąg ogródka warzywnego.


Na dziś to tyle. Wkrótce nowe zdjęcia wyszywanek.


piątek, 1 marca 2013

Kalendarz ścienny - marzec

Nowy miesiąc - nowa karta kalendarza. Mamy już marzec, a więc porzucam lodowate zimowe klimaty i zaczynam wykorzystywać zdecydowanie cieplejsze motywy. Marcowa karta jest już bardziej wiosenna - tutaj dominuje zieleń. Ale żeby nie było jeszcze tak wesoło - wszak w marcu jak w garncu, jak mówi przysłowie - zieleń jest jeszcze przytłumiona, dopiero "pączkuje" (jak widać na narysowanych gałązkach).


Marzec to też miesiąc kotów (koty sąsiada coraz częściej harcują w moim ogrodzie), a więc mamy też koty - wszystkie czarne, bo takie najłatwiej jest narysować. To też miesiąc, w którym przyroda budzi się do życia, stąd cytat - przebudzenie Dzieci Ziemi z "Sillmarilionu" J.R.R. Tolkiena. Tak, wiem, wszystkie dotychczasowe cytaty pochodzą z dzieł Tolkiena i chyba cały kalendarz wyjdzie niechcący "tolkienowsko", ale co mogę zrobić? Twórczość Tolkiena idealnie pasuje do takich rzeczy, a poza tym... nie ukrywam, jest to mój ulubiony pisarz.
Podsumowując... Wiosna idzie!

wtorek, 5 lutego 2013

Kartka z kalendarza - luty

Wybaczcie, że troszkę spadło moje tempo wpisywania nowych postów, ale niestety jak człowiek pracuje, to ma mniej czasu na przyjemności (chociaż czasami udaje się połączyć jedno z drugim). Teraz może rzadziej będę miała chwilę by coś skrobnąć, ale nie oznacza to, że zaprzestanę mojej działalności "wytwórczej". Co to to nie! A nawet wręcz przeciwnie, mam teraz jeszcze więcej pomysłów. Tylko czasu mniej...

Ale zamiast wciskać klawisze po próżnicy, przejdźmy do rzeczy.

Idzie luty - szykuj... pędzelki, piórka i tusze. Tak, tak, wreszcie udało mi się znaleźć chwilkę czasu na narysowanie drugiej karty z kalendarza ściennego. Motywem przewodnim lutego zostały smoki, bo... lubię je, po prostu. Poza tym, od kilku dni chodził za mną tekst Bilba (cytowany zresztą na dole karty) no i tak wyszło.


Tym razem wykonanie karty zabrało mi mniej czasu. Wszak trening czyni mistrza. I nawet udało mi się uniknąć rozmazania tuszu. Znów mamy kolorystykę zimową, płatki śniegu i sople, ale w marcu trochę "odtajamy". Mały minus to jedno rozmazane jajo (zbyt duża kropla niebieskiego tuszu przelała się na żółte jajo), ale co tam - myślę, że i tak karta wygląda fajnie, a na pewno nietuzinkowo.
Karta już wisi na ścianie (jak może widać na zdjęciu) i cieszy moje oczy. A ja powoli obmyślam motywy na kartę marcową i... wiele innych rzeczy.